Rowerowy potop czyli inwazja polskiego rowerzysty

Rowerowy potop czyli inwazja polskiego rowerzysty

Czwarty wyjazd z AZS (Akademicki Związek Sportowy – organizacja środowiskowa w Gdańsku) skłonił mnie do podzielenia się z Wami wspaniałą przygodą, która wraz ze Stena Line jest organizowana kilka razy w roku. Od 4 lat, co rok mam przyjemność uczestniczyć wraz ze znajomymi w Rowerowym Potopie, który krótko mówiąc jest zalaniem rowerami Szwecji! Świetna inicjatywa i wzorowe wykonanie tym bardziej skłania mnie do pozytywnej zachęty każdego do skorzystania z tej oferty.

Wspaniałą czysto rowerowo-przygodową atmosferę zaczynamy czuć w niedzielę ok. 19h, kiedy to powoli zbieramy się przed terminalem w Gdyni aby dokonawszy odprawy znaleźć się na placu wraz z setkami innych rowerzystów w oczekiwaniu na sygnał wejścia na pokład. Już wtedy można poczuć klimat wyprawy. Jest czas na rozmowy, odbiór pamiątkowych koszulek (każdy dostaje!), zapoznanie z innymi uczestnikami, wymiany zdań na temat wybranej trasy czy sprzętu na którym się wybieramy. Takie imprezy przyciągają tak otwartych i wspaniałych ludzi, że zanim się obejrzymy już słyszymy sygnał wejścia na pokład. Teraz następuje oficjalny wjazd rampą na statek i pozostawienie rowerów. Warto mieć ze sobą linkę (ostatecznie u-lock) aby przypiąć rower do rurek. Nie mam tutaj na myśli ewentualnej kradzieży roweru, tylko jego upadek spowodowany „bujaniem” statku. Czasami zdarzają się większe fale, które powodują że rowery umieszczone na dole mogą się przesuwać i upaść. Teraz mażemy udać się do swoich kajut. Fajną sprawą jest fakt, iż rzeczy pozostawiamy w kajutach na czas jazdy, gdyż do Polski wracamy tym samym promem. Do Szwecji dopływamy rano, śniadanie które jest już wliczone w cenę zaczynamy od 7 godziny. Jak zobowiązuje kraj do którego płyniemy, śniadanie oferowane jest w formie szwedzkiego stołu i znajdziemy na nim same najlepsze kąski! Co rok obiecuję sobie że zjem mniej aby nie ruszać w trasę objedzony na maksa…..ale to tylko teoria bo i w tym roku wcinałem wszystko jak bym pierwszy raz widział jedzenie na oczy :). Ale świeże pieczywo, szynki, sery, jajka, naleśniki, parówki itd. kuszą niemiłosiernie! Później przebieramy się w rowerowe ciuchy i zjeżdżamy rampą ze statku na plac aby stanąć za kolorem flagi symbolizującej trasę którą mamy zamiar pokonać. Pokonać to słowo idealnie pasujące do tych okoliczności, gdyż jeszcze ani razu nie udało mi się ruszyć w drogę wyspanym. A to zdjęcia i widoki zatoki, morza czy statku kuszą aby pozostać na jego górze, albo dyskoteka trwająca aż do 2 w nocy nawołuje do udziału i dalszego poznawania reszty rowerzystów. A jest z kim porozmawiać, na moim wyjeździe tegorocznym było troszkę ponad 600 osób. Czyż to nie czyste szaleństwo? To jest niczym rowerowy raj, gdzie wszyscy jadący w jednym celu, mający tą samą pasję umiejscowieni w jednym miejscu mogą razem się bawić. Do wyboru obecnie mamy 6 tras, które różnią się dystansem oraz kierunkiem do którego prowadzą. Zdecydowanie każdy znajdzie coś dla siebie, a możliwość łączenia tras ze sobą stwarza ogromne pole do poznawania Szwecji. Szczególnie warto połączyć wybraną przez siebie trasę ze zjazdem później do miasta fragmentem trasy białej i udanie się bezpłatnym promem na wyspę Aspo w celu jej zwiedzenia. Niesamowita sprawa. Trasy są bardzo dobrze oznakowane farbą na jezdni i według mnie nie ma możliwości aby się zgubić. Strzałki są dobrze widoczne i nawet łączenie różnych tras przebiega bardzo sprawnie. Na trasie mamy też ze sobą pilota, do dyspozycji jest również ratownik medyczny oraz transport na statek w przypadku bardzo poważnego uszkodzenia roweru lub…….opadnięcia z sił ;). Co rok jedną z najpopularniejszych tras, jest trasa biała licząca 35km, prowadząca do miasta z możliwością przedłużenia wycieczki na wspomnianą wyspę. Ogromna ilość osób podróżuje rodzinnie, z żoną, dziećmi na rowerkach lub jeszcze tych siedzących w przyczepkach rowerowych.

Kusząca jest również cena takiego wyjazdu biorąc pod uwagę dwa noclegi, śniadanie, pamiątkową koszulkę (tu muszę zaznaczyć że koszulka jest dobrej jakości i jeszcze nie sprała się ta z mojego pierwszego wyjazdu), opiekę pilota i przygotowanie tras do całodziennego zwiedzania. Koszt 219zł wydaje się bardzo atrakcyjną kwotą za taką dawkę pozytywnych emocji. Oczywiście polecam szybko się decydować, bo miejsca w kajutach znikają szybko niczym powietrze z dziurawej dętki. Mam nadzieję, że spotkamy się również w przyszłym roku, mnie nie zabraknie, a Was serdecznie zapraszam do tego wielkiego rowerowego raju. Tym bardziej że ścieżki i drogi w Szwecji nie mają dziur!:).

Komentarze
(1)
Gustaw
30-09-2018
To jest czadowa impreza ,ten artykól bardzo zachęca do uczestnictwa w malowniczym krajobrazie szweckich ścieżek rowerowych . 
Dodaj komentarz